Dokładnie: „Przyszły rozkład jazdy”. Jak się człowiek spieszy na pociąg, to rzeczywiście przeczyta „Przyszedł…”. W czasach buchającego marketingu można w pośpiechu uznać, że „przyszedł” zachęca do czytania rozkładu. No więc czytamy! Z którego peronu odjeżdża za chwilę nasz pociąg!? Jest! Z czwartego! No to biegiem! Jest! peron czwarty, nie ma pociągu…! Jeszcze nie przyszedł…? (przyszł…?) W megafonie cisza. Spóźnia się…? – Przepraszam, gdzie jest pociąg? – Właśnie odjechał z peronu pierwszego. – Jak to z pierwszego? Jest napisane: peron czwarty…? – Niestety, patrzył pan na nowy rozkład jazdy. Będzie obowiązywał dopiero za dwa tygodnie… – Nowy? A gdzie jest stary? Tzn. obecny? – A tu. – A czym się one różnią, jak się człowiek spieszy? – No, niczym.

Wańkowicz nazywał to „odłatwianiem”. Czyli umiejętnością zadziwiającego komplikowania przez urzędników spraw prostych. Oto wyszło zarządzenie o konieczności wywieszenia nowych rozkładów jazdy pociągów na dwa tygodnie przed ich wejściem w życie! Być może chciano „ułatwić” ludziom planowanie przyszłych podróży. Niestety, „przyszłe” rozkłady jazdy pociągów niczym wizualnie nie różnią się od „obowiązujących”! Mają taki sam format, taki sam żółty kolor. Może wystarczyło przekreślić te „przyszłe”  plakaty na ukos napisem: „Nowy rozkład jazdy obowiązujący od 12 października 2014 r.” , żeby zminimalizować możliwość pomyłki człowieka biegnącego na pociąg w obcym mieście? Ech!… Na kolei to samo co w polityce – brak wyobraźni, słaby język polski, niewystarczająca troska o klienta i zwyczajowe spraw „odłatwianie”.