- Precz ten stercz! – skandował tłum.
- Ja oswoiłam sobie Pałac Kultury jako symbol Warszawy – wypaliła Hanna Gronkiewicz-Waltz w radiu, radząc innym polubienie sowieckich symboli.

Niech nas nie zwiodą opowieści o „chicagowskim” charakterze tego budynku im. Józefa Stalina. W USA motorem budowania drapaczy chmur była ekonomia, a w Sowietach przemoc wobec podbitych narodów. PKiN to stempel: „Русская земля” ( ros. „własność sowietów”).
Należy rozebrać ten sowiecki kołek wbity w serce dumnego kraju, bo Polska to nie jest żaden wampir. Odwrotnie – Polska to jest synonim wolności. A PKiN to wampir energetyczny i ssie. Już pozbawił mocy „skrzydło wolności” – stojący obok budynek Liebeskinda miał być ikoną, a wygląda zaledwie jak rożek z popkornem! Pozostałe budynki w chocholim tańcu milkną przy sowieckiej osi świata. Należy rozebrać tę iglicę i ten zegar co bije memento.  Wyrwać murom zęb! Salę Kongresową można zostawić, ale przemianować na im. Józefa „Lalka” Franczaka (zm. 1963) – ten ostatni Żołnierz Wyklęty, został zastrzelony cztery lata przed warszawskim powiewem wolności – - koncertem Rolling Stones.