TUSK-154M to robot-android, model starej produkcji (1957) i dość drogi w utrzymaniu (EU płaci mu 105 tys. zł/m-c). Powstał jako hybryda resztek konstrukcji pozostałej po rozbiciu rządowej tutki i zwykłego manekina krawieckiego. Działa na oprogramowaniu niemieckim. Mimika twarzy uboga, ograniczona do 2-ch trybów: ciup/cheese (ponury/uśmiechnięty) – oba medialne. Niemieckie oprogramowanie mózgu. Software mowy angielskiej wczytuje się z błędami, co powoduje śmieszne nieporozumienia. Ruchy TUSK ma toporne na europejskich salonach, za to dobrze prowadzi się na wybojach lokalnej polityki  (testy przeprowadzono na bezdrożach polskiej legislatury). Serwisowany za pomocą dymu z cygara. Chłodzony lampką wina. W trybie leisure harata w gałę. Zimą zjedzie na nartach w trybie line, pozycja: „koala na sekwoi” (pozostałość po przemysłowej fazie zastosowania go jako robota do malowania kominów). Zakładana funkcjonalność robota: maks. do roku 2017. Potem do lamusa historii.