Złodzieje przyszli ciemną nocą gdy P. spała  po pracowitym dniu. Następnego dnia od rana znów czekała ją masa obowiązków. Tak wiele dzieci miała do wykarmienia! Czy to przez zmęczenie nie zamknęła na noc drzwi? Nie, po prostu ufała sąsiadom. Głupio? Pewnie tak, jeśli głupotą nazwiemy zaufanie do ludzi, gościnność i prostotę serca. Zbyt dobra była, teraz to wie po szkodzie. Ludziom obcym dawała pracę, schronienie narodom całym, opłacało się? – Co to za pytanie – mówiła sobie – po prostu tak trzeba: kochać, pomagać. Pukali się w głowę. Wariatka! Pewnie czuje się lepsza! – ościenni patrzyli krzywo znad miedzy. Puszczała mimo uszu tę ich złość. – Przecież dobrze czynię. Nie zrobią mi krzywdy! – powtarzała. Naiwna!… Sąsiedzi przyszli ciemną nocą roku Pańskiego 1772. Zgwałcili ją a potem obcięli rękę i nogę naprzemiennie.  Uczynili niewolnicą. Nie zabili, bo to się nie opłaca (kaleka może przecież pracować, strach dodatkowo uczyni ją posłuszną). Rozbierali ją sąsiedzi i gwałcili jeszcze czterokrotnie na przestrzeni lat. Krótką chwilę wytchnienia miała jedynie między wojnami, gdy tamci pokłócili się między sobą. P. zrzuciła jarzmo dopiero w roku 1989. Wciąż przerażona i nieufna jak dzikie zwierzę. Z bliznami po obroży, szczuta i zawstydzana – spogląda po sąsiadach od 26 lat z niedowierzaniem że może o sobie stanowić. Polska.