- Architektura Krakowskiego Przedmieścia jest świetna, zachwycają budynki kampusu uniwersyteckiego, dawne pałace arystokracji, Chrystus uginający się pod krzyżem przed jednym z kościołów i tych kilka wąskich uliczek Starego Miasta, po których niosą się często piosenki ulicznych muzyków. Każdego wieczora niebo, „które jest swoistym morzem, zawieszonym nad horyzontem”, jakby powiedział Proust, zamyka się w wąską rzekę pomiędzy kamienicami Nowego Świata (sic!), by rozlać się szerszym strumieniem na wysokości Krakowskiego Przedmieścia A całe widowisko kończy się nieraz spektakularnym zachodem słońca na wysokości Kolumny Zygmunta” – napisał po mękach przechodząych w egzaltację młody publicysta portalu naTemat (Manuel Langer, Warszawo, gdzie twoja dusza? Przyjechałem i ją znalazłem, choć łatwo nie było, 20.11.2015, pisownia oryginalna, sic! dodane). Eureka!

Od stuleci wiadomo, że barok i klasycyzm tworzą ducha Warszawy. Tworzyli go architekci zakochani w Polsce: Szymon Bogumił Zug, Jakub Fontana, Efraim Schroeger, Jakub Kubicki, Krystian Aigner (odpowiednio: kościół Św. Trójcy przy Zachęcie, kościół Św. Krzyża na Krakowskim przedmieściu, kościół Wizytek ibidem, Belweder, kościół św. Aleksandra na Placu Trzech Krzyży). Ducha Warszawy czuł Baciarelli malując namiętnie widoki pięknej barokowej stolicy Polski. Oczarowany tym duchem Bellotto-Canaletto bez wytchnienia utrwalał obraz cudownej Warszawy dla przyszłych pokoleń. O duchu Polski wyrastającym z baroku i klasycyzmu wiedział Jan Zachwatowicz, po wojnie dążąc wytrwale do odbudowy stolicy kraju w jej oryginalnym kształcie, pomimo sprzeciwu zachodnich modernistów i Karty Ateńskiej!

- Jaka ta Warszawa śliczna, jaka malownicza!… – zakrzyknęli rosyjscy widzowie przed telewizorami 11. kwietnia 2005 r. i zapragnęli odwiedzić Polskę, ale nie mieli dość pieniędzy.
- Jak pięknie tam w Warszawie wszystko wygląda, a zwłaszcza pogrzeb polskiego prezydenta!… – zachwycali się ruscy oligarchowie, a ich przedstawiciele postanowili przyjechać również do tej stolicy. Zamieszkali tu i znów poczuli się jak u siebie, na całe osiem kolejnych lat.
Dopiero nowa władza po 25.11.2015 r. zaczęła wyłapywać tych kremlowskich „turystów” i odsyłać ich z powrotem do Azji.

Młody publicysta wyważył otwarte drzwi. Namęczył się i upocił, lecz wreszcie dostrzegł piękno, które w Polsce zawsze było. Czy podejmie trud, aby spadły mu klapki z oczu także w pozostałych kwestiach?