- Wyskoczyłem – opowiada [Kostek] – z Żelaznej Bramy i pruję Mirowską, bo nam przy „trzech miastach” „granatowi” kota popędzili, skręcam w Elektoralną i tam stolik z całym majdanem odpaliłem Kaźkowi. Idę do Placu Bankowego i co widzę? Idzie pięciu szkopów-lotników „na bańce”, pochlani, śpiewają. Stanęli przy sklepie parasolnika, weszli, każdy z bambusową lachą wyszedł. Parasolnik był Żyd. Oni mu bęc w szybę w szybę laskami. Szyba poszła. Draka, myślę sobie, idę drugą stroną ulicy za nimi. Wsadzą głowę do środka sklepu, pytają: Jude? Albo nie pytają, tylko popatrzą. Ten co zagląda machnie ręką, a reszta ryms lachami po szybie. Znudziło im się samo rozbijanie i teraz co zbiją szybę, to wywalają towar na ulicę. Draka… Gromada ludzi się zebrała i nie biorą.

nie biorą
nie biorą
nie biorą
nie biorą

Jeden Niemiec wtyka babie pończochy – wzięła. (Pokolenie, Bohdan Czeszko)