Solili i pieprzyli.
Palili?
Bez umiaru. W końcu przepalone kubeczki smakowe przestały im reagować na potrawy. Więc doprawiali na potęgę, żeby odzyskać przyjemność z jedzenia.
Pili?
Kto nie pije, ten donosi. Oczywiście.

- Organizm potrafi sam sygnalizować wiele swoich potrzeb. Trzeba po prostu obserwować ciało. Pocenie i zadyszka są oznaką, że w naszym organizmie wzrasta poziom adrenaliny, hormonu walki i ucieczki, co powoduje nadmierny stres organizmu. Wprowadzanie nowych nawyków żywieniowych należy robić powoli. Tak, by zszokowany organizm nie popadł w szkodliwy stres – mówi dr Golachowska z Wrocławia (GK, 14.09.2016).

Nie mieli szans wsłuchać się w ciało, no bo jak to zrobić przez zapchane receptory? „Ludzki organizm działa jak filtr”- mówili. Więc filtrowali. Całe życie ze sobą filtrowali. Bez końca oczyszczali krew z węgla powstałego ze spalania tytoniu. I z intoksynacji alkoholowej. Umęczona wątroba pikała. Zamulony organizm wysyłał sygnały. Lata całe to trwało. „Jak boli, znaczy że żyjesz”- mówili ogłuszeni.
Spocili się któregoś dnia. Zadyszka. Dreszcze. Gorączka. Szpital. Operacja. Ekstrakcja.
Wprowadzili nowe nawyki żywieniowe od następnego ranka. Kaszki, budynie, trociny. Musieli.
Żeby rozładować stres, palili.