- W tej surowej czarnej sukni walnęłam im z całego serca wiersz o rui i porubstwie. Potem pan Andrzej Łapicki kazał mi usiąść naprzeciwko i powiedzieć wprost do niego list Zapolskiej. A były tam takie słowa: „Stachu, przyjedź do mnie, ja cię tak upieszczę” – i dosyć dokładnie, co ona mu zrobi. Właściwie nic z tego egzaminu nie pamiętam: tylko swój stan na krawędzi łez i ten czerwony kapelusz pani Ryszardy Hanin. Po pierwszym etapie egzaminów nie pojechałam sprawdzić, czy przeszłam do drugiego. Ktoś znajomy znalazł moje nazwisko na tablicy ogłoszeń i zadzwonił z wiadomością, że za godzinę moja kolej. Z pośpiechu i zdenerwowania zapomniałam włożyć majtki. Ubrałam się w spódniczkę mini, włożyłam rajstopy, ale o majtkach zapomniałam. Zorientowałam się w drodze, kiedy już było za późno. To był egzamin z podstawowych działań aktorskich – trajkotała Janda swoim zwyczajem do telefonu podczas jazdy samochodem, we wstecznym lusterku poprawiając sobie oko jedną ręką a drugą odpowiadając na sms-a. JEBUT! Gdy wjechała w tył auta stojącego przed nią w korku smartfon wypadł jej spod ucha i nie zdołała go capnąć w locie. – Szkołę ukończyłam z wyróżnieniem – zakończyła szybko wywiad i spisała protokół wypadku. Ósma stłuczka w tym miesiącu. Mechanik miał rację, tylko jedno jej w głowie. Wyrzuciła prawo jazdy, to nie na jej nerwy. Od tego czasu jeździła tramwajem albo chodziła pieszo, gasząc niepokój w zbyt szybkim kroku.