Znałem „polityków”, którzy na tydzień przed wybuchem wojny niemiecko-rosyjskiej twierdzili, że takowej nie będzie (Kisiel, 1945)

Duda wiedział, że protesty „wolnościowe” w lipcu 2017 były sztucznie pompowane, a młodzież, ideowa ze swej natury, wzięła w nich udział zbałamucona przez starców-kłamców przebranych w wolnościowe piórka. Propagandziści-postkomuniści od lat wykorzystywali żółtodziobów jako mięso armatnie do walki o swoje interesy. Tak było w czasie rewolucji kontrkulturowej (1968), gdzie stawką były dochody z narko- i porno-biznesu, podczas Okrągłego Stołu (1989) gdzie chodziło o kapitał z wyprzedaży polskiego przemysłu. A Pucz Dwa (2017) miał obronić status quo w dojeniu państwa polskiego i piętnaście nieruchomości sędziego Żurka.

Duda to wiedział. Wiedział również o ruchach wojsk. Latem 2017 rosyjskie pociągi specjalne przewiozły nad polską granicę 4126 wagonów z uzbrojeniem (m.in. transportery opancerzone, wozy bojowe, czołgi, artyleria) i 200 tys. wojska. Informowały o tym komunikaty Reutersa.  Destabilizacja sytuacji politycznej w państwach ościennych była jednym z ćwiczeń w ramach rosyjskich manewrów  Zapad’17.  Gen. Ben Hodges, dowódca wojsk lądowych USA w Europie, ostrzegał, lecz było to wołanie na puszczy.

Wobec eskalacji napięcia w PL Duda zachował się tak jak trzeba. Podwójnym vetem wybił oręż z rąk organizatorów piątej kolumny w Polsce. Bo najważniejsza jest obrona polskich granic. – Zapewniam, że wiem co robię – napisał Duda na tweeterze. Tak myślał.