Żółwiki z Nidzia.

Polityka, seks i przemoc.

DŻINN Z BUTELKI

0

Przyjechał z Mongołami w roku 1240. Przez 200 lat zaprowadzał tu swoje krwawe porządki. Demoniczne wierzenia, pogarda dla ludzkiego życia. Niewolnictwo, terror, śmierć. Azjatyckie dziedzictwo. Kult jednostki. Orientalny demon. Ikona Putina.

Mongołowie to ludy oddające cześć rozmaitym zjawiskom przyrody jak np.: górom, jeziorom, zwierzętom, drzewom i stepowi. Ubóstwiają siły przyrody i składają im ofiary. Generalnie rzecz ujmując, szamańska mentalność odsyła Mongołów do mitu o „świętej” rzeczywistości, gdzie nie ma podziału na świat naturalny i nadprzyrodzony. Dlatego gdy umierają przywódcy orientu lub gdy przychodzą na ten świat, w przyrodzie występują cudowne zjawiska. Podwójne tęcze. Ciepły deszcz i kwitnienie kwiatów w zimie. Świnie mówiące ludzkimi głosami. Rewolucja październikowa.

Raz na jakiś czas wysyła na ziemię swojego wysłannika – istotę „wyższą” (170 cm), często cudownie zrodzoną (żadnemu z biografów nie udało się nigdy dotrzeć do nikogo, kto pamiętałby chłopca z czasów wczesnodziecięcych), dokonującego tam wielkich czynów.

Putin, władca Kremla, zanurkował w Zatoce Tamańskiej na Morzu Azowskim. Po chwili wyłowił starożytną amforę. Na brzegu otarł ją… no i obudził wschodniego Dżinna…! Od chwili fatalnego połowu w Rosji znowu dzieje się coraz gorzej. Jabłka podrożały, ropa potaniała, gaz na wyczerpaniu, imperium się sypie.

Piętnastu chłopa na „Umrzyka Skrzyni”: Jo ho ho! I butelka z Dżinnem.
Piją na umór! Resztę czart uczyni! Jo ho ho! I butelka z Dżinnem.

 

SAMIEC ALFA

0

Prezydent Rosji Władimir Putin podczas powitania przed szczytem Unii Celnej w białoruskiej stolicy (26.08.2014) jako jedyny przywódca odmówił przyjęcia tradycyjnego chleba i soli. Władca Kremla znany jest z tego, że wszędzie wozi osobistego kucharza. Kucharz z kolei przyrządza potrawy tylko z tego, co upoluje jego pan.

Agencje donoszą, że powitalna sól jest niezdrowa, a chleb wypieczono z białej mąki. Więc też niezdrowy. Władca natomiast musi dbać o dietę żeby zachować sprawność fizyczną i umysłową. Dlatego od dłuższego czasu Putin sam zdobywa świeże i zdrowe pożywienie. Poluje, a kucharz natychmiast kładzie wszystko na parę. I tak. Z jesiotrów złowionych w dzikiej głuszy Bartollini przyrządził ekologiczne filety bez panierki. Ze szczupaka giganta (21 kg) ujarzmionego przez szefa na Syberii – zrobił kotlety. Syberyjski tygrys ustrzelony został tylko dlatego, że się połasił na owe rybne nuggaty. No i wreszcie crème de la crème. Na półwyspie Jamalskim Putin na motolotni sam udusił w powietrzu dwa młode żurawie. Kucharz już na ziemi przyrządził z nich bajeczną żurawinę.

- Dla silnego przywódcy najlepsza jest zdrowa dieta oparta na ekologicznych produktach. Niskotłuszczowa. To ważne dla zachowania dobrej sylwetki w mediach – mówi w wywiadzie prasowym osobisty kucharz Putina. Dlatego smak każdej potrawy przygotowanej dla władcy testują specjalnie dobrane sobowtóry. Oczywiście zanim osobiście skosztuje jej Putin. Zresztą nie ma pewności, czy sam Putin też nie jest sobowtórem. Wszak nawet bezpośrednio przed konsumpcją byle wariat mógłby opryskać posiłek jakąś niezdrową substancją. Na przykład oliwą z drugiego tłoczenia. Dlatego dopiero tuż przed włożeniem pokarmu do ust pojawia się nagle ten prawdziwy Władymir Władymirowicz. Błyskawicznym ruchem zgarnia testerowi kęs sprzed samego nosa. Szast! Kęs znika w jamie gębowej. Trzask! Porcja zabezpieczona. Orzeł wylądował, over. Wódz żuje metodycznie. Trawienie wstępne odbywa się już w jamie ustnej, gdzie jedzenie przygotowywane jest do dalszej wędrówki gastralnej.

Czy Putin boi się otrucia? A skąd…! Któż by miał dybać na jego życie?! Oligarchowie, bo im spadły  dochody w wyniku putinowskiej polityki…? E, tam…!

Kocur zaszczuty w kuchni pod butlą z gazem syczy jak wąż. Nadyma się bojowo, oczy zwęził w szparki. Pazury tną powietrze. Ma już 62 lata. Ile zostało, żeby zapisać się w historii? Jest gotowy do ataku. Samce alfa się nie starzeją.

GOLA PIKNIKI

0

Prof. Środa opisała w GW (27.08.2015) jak to red. Ziemiec z o. Bashoborą wywiad przeprowadzał: „Redaktor do końca wytrzymał na siedząco i nie padł na kolana” (sic!). Ksiądz Bashobora nazywany jest przez autorkę „cudotwórcą” i „uzdrowicielem”. Biskupów przyrównuje ona do jarmarcznych cudaków, a religię do kuglarstwa. Powołuje się Środa na Konstytucję, która zapewnia równość wyznania, ergo wywiad z księdzem nie powinien pojawić się w publicznej TV. Czy lepiej zatem, żeby z publicznych pieniędzy finansować przedstawienia teatralne typu „Gola Pikniki”?

***

(Na scenę wyłożoną sztuczną murawą wchodzi Piknik. W jednej ręce trzyma piwo, w drugiej tubę z popcornem. Przyjmuje piłkę. Robi meksykańską falę, jednoosobową. Ulewa przy tym piwa i usypuje popcorn. Bierze łyk. Kilka kroków do tyłu robi, w stylu Ronaldo. Jeszcze łyk. Wykona rzut wolny. Poda czy strzeli? Popcorn. Piwo. Piknik pochyla się. Usypuje nieco z tuby, ulewa z kufla. I wreszcie… Biegnie! Pokracznie. Strzela!… Prosto w wiszący na ścianie olbrzymi krucyfiks.)

– STOP, STOP! Miał trafić w piłkę i w krucyfiks! – krzyczy reżyser.

Piknik skiksował; upada, oblewa się piwem i obkleja popcornem. Biegnie boiskowa służba medyczna.

– Stop! Do cholery! – zrozpaczony reżyser ciska o ścianę papierosem. Zza kulis wybiega strażak w pełnym rynsztunku i odkręca sikawkę. – K***A!

Reżyser rwie włosy z głowy. Na szczęście papieros wylądował w kubku z kawą na stoliku scenografa. Ten siedzi przy stoliku z kamienną twarzą. Strażak wycofuje się, chrzęszcząc kombinezonem.

***

Pani Środa zakłada, że księża to szarlatani i oszuści. Chciwi. Że działają z niskich pobudek. Lubią pieniądze. Pewnie tak jest? Nie są przecież święci. Ale – Czy sposób patrzenia na ten problem nie zależy od intencji komentatora? Zaproponujmy eksperyment myślowy: Załóżmy przez chwilę, że księża nie chcą źle, że działają w dobrych intencjach. A wtedy:

Ofiara: To akt uwolnienia od uzależnień (na tacę możesz kłaść np. papierosy).
Spowiedź: To chwila autorefleksji.
Msza: – Walka z lenistwem?

Walka nas wzmacnia i prowadzi ku wolności. Walcząc doskonalimy się, tego chce od nas Pan.

Próbujesz strzelić gola, lecz marny twój trud. Nie masz szans w Lidze Mistrza. Lepiej uwierz. Pikniku, letni kibicu.

 

RZĄDOWA TRUPA

0

Dzisiejsze exposé premiera (27.082014) miało być o skróceniu kadencji w związku ze skandalami (zegarkowa afera Nowaka; Sikorskiego ujawnienie dla „Politico” oferty Putina dla Tuska dot. rozbioru Ukrainy, o czym premier nikogo nie powiadomił w lutym 2008 roku; taśmy prawdy dot. premierowego „odseparowania się od tego całego syfu”, itd, itp,…). A tymczasem znowu było o zarządzaniu wizerunkiem.

Choć opowiem ci bajeczkę, jak Don Tuskone i dziewiętnastu krasnoludków (oraz Czerwbaba) na dwa miesiące przed wyborami kasą sypali.

- Kasa, misiu, kasa na ludzi działa. Ludzie to buce są. Pokaż im walizkę pełną forsy, a pójdą za tobą jak za Sykut Jeżyną. – mówi Gargamel do ćwiRadka.

- Skąd jednakowoż pieniądze rzeczone wycisnąć? – pyta smutno Dziura Budżetowa.

- A choćby z dupy strony – odpowiada Don Tuskone przyglądając się wychodzącej Czerwbabie. A na to tę ostatnią w przedziale tak zmroziło, jak na tych zimowych zdjęciach kibli z PKP. Zastygła w dziwnej pozycji (- Larwa dorodna!) i jak się raptem nie potknie (- Ups!) przy samych schodach!.. Hop. Poleciała! (- Swoje waży.) Jeszcze tylko buty szpileczki fiknęły w powietrzu nad balustradą w gustownym salto-mortadela (- Właśnie, za dużo podrobów). Oj, nie wystąpi dziś foczka w exposé. Don Tuskone zamrugał i zwolnionym gestem otarł ślinę z kącików ust.

- Zastąpi ją sekretarz stanu – zarządził sucho.

Adam Zdziebło nowym min. infrastruktury i rozwoju regionalnego? Polityk należy do grona bliskich współpracowników Elżbiety Bieńkowskiej. Od 2009 roku był podsekretarzem stanu, a od 2010 sekretarzem stanu w ministerstwie rozwoju regionalnego. Połączenie resortu infrastruktury i rozwoju regionalnego było skutkiem dymisji Sławomira Nowaka.

W postawie rządu dominuje pogarda. Do społeczeństwa (sypniemy im kasą, coś tam obiecamy, się nie połapią), do Sejmu (projekty ustaw do konsultacji damy im w ostatnim momencie, nie zdążą zgłosić uwag, czyli poprawek nie będzie! …). Taki dziś oto kolejny występ rządowej trupy. Jeden z wielu. Żonglują, przekładają, tasują. Zapomnieli, że Sejm nie jest jarmarkiem ani cyrkiem (chociaż niektórzy cynicy starają się nam to wmówić). Sejm służy dyskusji i ucieraniu poglądów w rozmowie. Zabijanie debaty parlamentarnej może przenieść ją na ulice. Oby nie. Bo wtedy: strzeżcie się rządowe trupy!

 

- Let me whisper in your ear – śpiewał Mick Jagger do ucha Angie.
- Nie skorzystamy z okazji, żeby siedzieć cicho w sprawie Ukrainy – zaśpiewa szeptem do ucha pani kanclerz polski premier Tusk. Na gitarze może Graś. Potem pan premier uniżenie pocałuje panią kanclerz w dłoń. Lecz ona tym razem nie poklepie go po ramieniu. Nie, żeby obawiała się odnowienia kontuzji premierowego barku, już raz sklepanego mu przez możnych tego świata (kontuzja Tuska, listopad 2013).
- Coś tu nie pasuje… – mruknie Angela.

Tymczasem ćwiRadek nie wyśle tweet’a. Pojedzie do ministrów Francji i Niemiec, żeby wprost powiedzieć im, że nasz konwój 300 ciężarówek z pomocą humanitarną dla Ukrainy grzeje silniki na polskiej granicy.
- Jeżeli chcecie dorzucić do niego swoje croissanty i wursty, to macie ostatnią szansę.
- ĆwiRadek, co ty?… – ministrowie pierwszy raz popatrzą na Radosława poważnie.
Chwilę przedtem PRezydent Komorowski otworzy barek. Nie znajdzie tam przyrządów do lewatywy, o której mówił podczas rocznicy wymarszu Kadrowej w Krakowie (06.08.2014). Dawno przekazał je Koziejowi. Kołnierzykowy generał nie pokazuje się od dłuższego czasu. Ostro trenuje nad obniżeniem częstotliwości swych analiz. Może wytrzymać już dwa tygodnie bez mediów. PRrezydent wyciągnie zmrożoną Wyborową i odmierzy setkę. Wypije ją, dziarsko zaglądając do kryształowego lustra (- Hop, hop!).
Czasem trzeba się napić z kimś inteligentnym.

– Pijemy, Broń i Sław, tę oto Wyborową za odbicie Ukrainy! Żubrówkę, Sobieskiego, Soplicę, Żołądkową Gorzką, Bolsa i Absolwenta też odbierzemy Rosjanom i oddamy w polskie ręce!
Tymczasem w okolicach Kołobrzegu (Kolberg) rura po dnie Bałtyku szura: „Schröder, Schröder”. Kanclerz Gerhard trafił życiowy kontrakt. Dzięki rosyjskiej pensji do końca życia będą jeść wursty on i jego rodzina.
- Tusk, tusk…! – uwięziona mucha tłucze się o szybę. Angela odganiając insekta niecierpliwym gestem patrzy na mapę Europy. Coś jej tu nie pasuje. Z portretu na ścianie spogląda na nią Katarzyna II de domo księżniczka Sophie Auguste Friederike von Anhalt-Zerbst.
- Tego kraju nie powinno tu być…!